Każdy z nas ma zapewne w domu dobre zapasy na wypadek przeziębienia, a może nawet grypy. Co roku jest tak samo. Oziębienie, deszczowa pogoda, nadejście wirusów. Ale my jesteśmy gotowi! Celaskon, różne syropy na kaszel, paralen... Pudełko (a nawet duże pudełko) różnych leków na pewno nas uratuje. A jeśli nie, to podczas kaszlu, narzekania i leżenia w łóżku świętoszkowato obiecujemy sobie, że w końcu zaczniemy się hartować. Zaraz, jak tylko choroba minie... Babcia oczywiście znowu zapakowała nam najróżniejsze zioła, ale my wierzymy w naukę. Na wszystko istnieje rozwiązanie, na wszystko jest tabletka. Tylko że przez wieki ludzie żyli, chorowali i wracali do zdrowia – bez tabletek. Nauka wprowadziła je dopiero niedawno. A może przyjrzyjmy się, jak ludzie radzili sobie z przeziębieniami i infekcjami wirusowymi dawno temu? Bo jeśli to działało wtedy, to prawdopodobnie działa również dzisiaj. I to bez chemii! Ale od tej nauki nie jesteśmy aż tak daleko. 125 lat temu w kwiatach wiązu czarnolistnego odkryto kwas acetylosalicylowy, z którego wyprodukowano aspirynę. Ciekawe jest to, że wiąz brestowy zawsze stanowił element wianka ślubnego, który panna młoda nosiła na głowie