Gdy tylko temperatura spadnie do zera, a w biurze lub autobusie rozlegnie się pierwsze kaszlnięcie, w wielu domach rozpoczyna się ten sam rytuał: szklanka wody z musującą tabletką witaminy C i przypadkowa dawka kropli witaminy D. Przyzwyczailiśmy się postrzegać je jako rodzaj środka przeciwpożarowego – coś, co w panice wyciągamy z szafki, gdy tylko poczujemy drapanie w gardle. Nauka i biologia ludzkiego organizmu działają jednak inaczej niż marketing firm farmaceutycznych. W przypadku obu witamin często płacimy bowiem za fałszywe poczucie bezpieczeństwa.

Witamina C: Dlaczego musujące tabletki o gramowej zawartości nie sprawdzają się jako pierwsza pomoc
Pomysł, że ogromne dawki kwasu askorbinowego mogą w ciągu kilku godzin powstrzymać postępującą infekcję wirusową, jest co prawda kuszący, jednak szeroko zakrojone badania kliniczne i przeglądy systematyczne dostarczają znacznie bardziej trzeźwych wniosków.
Jeśli leżysz już w łóżku z zatkanym nosem i sięgasz po musującą tabletkę o dawce 1000 miligramów, nie skrócisz w ten sposób trwania infekcji. Witamina C jest co prawda kluczowym przeciwutleniaczem wspomagającym funkcjonowanie białych krwinek, ale jej transportery jelitowe mają ściśle określone limity. W przypadku jednorazowej dawki przekraczającej kilkaset miligramów organizm po prostu nie jest w stanie wchłonąć większości tej ilości i wydala ją przez nerki wraz z moczem. W gorszym przypadku nadmiar kwasu spowoduje skurcze żołądka lub biegunkę.
Jego prawdziwa moc polega na długotrwałej, dyskretnej profilaktyce. Jeśli organizm ma stabilny poziom witaminy C jeszcze przed kontaktem z wirusem, może skrócić czas trwania przeziębienia u dorosłych o około 8%, a u dzieci o 14%. Nie jest to natychmiastowy cud, ale niewielkie procentowe korzyści, które można uzyskać dzięki codziennej dawce około 100–200 mg, pochodzącej z urozmaiconej diety – na przykład z papryki, kiszonej kapusty czy rokitnika.
Witamina D nie działa jak paracetamol
W przypadku witaminy D popełniamy jeszcze poważniejszy błąd. Chociaż nazywamy ją witaminą, w organizmie zachowuje się raczej jak hormon steroidowy, który w decydujący sposób kieruje reakcjami immunologicznymi.
W naszych szerokościach geograficznych od października do kwietnia praktycznie nic nie jest syntetyzowane przez skórę. Gdy jednak człowiek zachoruje i w przypływie chęci wyleczenia przyjmuje ogromną dawkę witaminy D, układ odpornościowy nie wykorzystuje jej od razu. Cholekalcyferol potrzebuje bowiem od kilku dni do kilku tygodni, aby w wątrobie i nerkach przekształcić się w swoją aktywną formę, zdolną do komunikacji z białymi krwinkami. Doraźne przyjmowanie tej substancji podczas gorączki jest zatem z biologicznego punktu widzenia bezcelowe.
Aby witamina D zmniejszała ryzyko infekcji dróg oddechowych, konieczne jest jej regularne przyjmowanie. Systematyczne badania opublikowane w British Medical Journal wielokrotnie potwierdziły, że działanie profilaktyczne mają jedynie stałe dzienne dawki (zwykle od 1 000 do 2 000 IU) przyjmowane przez całą zimę. W przeciwieństwie do witaminy C witamina D jest ponadto rozpuszczalna w tłuszczach i gromadzi się w organizmie. Podczas gdy nadmiar witaminy C grozi co najwyżej podrażnieniem żołądka, długotrwałe stosowanie bezsensownie wysokich dawek witaminy D może prowadzić do niebezpiecznego nagromadzenia wapnia we krwi oraz uszkodzenia naczyń krwionośnych lub nerek.

Jak czerpać z nich jak najwięcej, nie marnując przy tym pieniędzy
Różnica między skuteczną profilaktyką a niepotrzebnym marnotrawstwem polega na odpowiednim wyborze czasu i formy:
Zmień harmonogram z jesieni na zimę: zacznij suplementować witaminę D już na przełomie września i października, a nie dopiero przy pierwszym przeziębieniu w styczniu.
Zwróć uwagę na tłuszcze: Ponieważ witamina D jest rozpuszczalna w tłuszczach, krople lub kapsułki należy zawsze przyjmować wraz z posiłkiem zawierającym tłuszcz – na przykład z jajkami, jogurtem pełnotłustym lub awokado.
Podziel witaminę C na mniejsze porcje: organizm lepiej przyswoi 150 mg trzy razy dziennie z owoców i warzyw niż jedną tabletkę o dawce 1 000 mg za jednym razem.
Chociaż witaminy C i D nie są w stanie wyleczyć infekcji wirusowej z godziny na godzinę, ich znaczenie dla naszego organizmu jest nieocenione. Stanowią one najbardziej naturalną i najlepiej potwierdzoną naukowo ochronę, jaką można zapewnić swojemu organizmowi w okresie zimowym.
Siła witaminy D jako kluczowego składnika całego układu odpornościowego oraz ochrona antyoksydacyjna, jaką zapewnia witamina C każdego dnia, tworzą w odpowiednich proporcjach niezrównaną parę. Jeśli dasz im szansę w postaci rzetelnej i regularnej profilaktyki, organizm wynagrodzi ci to tym, co najcenniejsze: silniejszą odpornością, łagodniejszym przebiegiem typowych chorób oraz energią, dzięki której przetrwasz cały zimowy okres bez niepotrzebnych przerw w aktywności.
Zapewnij swojemu układowi odpornościowemu to, czego naprawdę potrzebuje – w rozsądny sposób, regularnie i na czas. To najprostsza inwestycja we własne zdrowie, przynosząca wymierne efekty.